„Czasami prawda jest dziwniejsza od fikcji”
- Bad Religion
Wampiry emocjonalne?
Czy to możliwe aby w dzisiejszych czasach żyły?
Czy to są jakieś bajki?
Co to za bzdury?
Niemożliwe… A jednak!
Zastanów się, czy w Twoim najbliższym otoczeniu znajdują się ludzie, którzy w tajemniczy sposób pozbawiają Cię energii, marzeń, optymizmu i radości życia oraz poczucia własnej wartości?
Tak takie osoby zawsze były i wciąż są wśród nas – może nawet w naszych rodzinach. Złodziejami marzeń bywają rodzice, małżonkowie, nauczyciele w szkole a nawet dzieci. Mogą nimi być Twoi znajomi, ludzie z konkurencji bądź Twój szef. Tego, że bezlitośnie nas wykorzystują często nie jesteśmy świadomi. Jeśli tak jest, to prawdopodobnie wpadliśmy w szpony emocjonalnych wampirów! Czyhają one wszędzie – w naszych rodzinach, w szkołach, miejscach pracy, na portalach społecznościowych (forum) i w organizacjach, a być może nawet z jednym z nich dzielisz łóżko?
W 1998 roku szukałam materiałów informacyjnych z zakresu medycyny naturalnej. Natknęłam się na miesięcznik WRÓŻKA. Wśród informacji, znalazłam niezwykły artykuł bioenergoterapeuty. Wywarł on na mnie ogromne wrażenie. Był „krokiem milowym” w życiu mojej mamy, a dotyczył „Wampirów energetycznych”. Każdego dnia, o 17 mamę odwiedzała koleżanka. Moja mama była coraz bardziej chora. Właśnie skończyła 70 lat, kiedy zaczęła stosować suplementy. Dzieliła się doświadczeniami ze swoimi znajomymi – Klubowiczkami – zaczęła budować strukturę handlową w MLM i w ten sposób dorabiać sobie do emerytury, aby dzięki temu mieć dodatkowe rabaty i suplementy dla siebie za darmo. Tym czasem koleżanka wciąż ją odwiedzała. Była zaniepokojona i niezadowolona z sytuacji. Każdego dnia powtarzała: „to im się nie uda”, „to nie działa”, „zobaczysz – zbankrutują”, „tu się nie da zarobić”, „szkoda pieniędzy na te produkty” itp. Słowa te były szokujące, wzbudzały silne emocje negatywne i głęboko zapadały w podświadomość mojej mamy, targając jej duszą w niepokoju o naszą przyszłość. Po wizycie sąsiadki czuła się osłabiona i bezradna.Taka sytuacja trwała od wielu lat.
Po przeczytaniu artykułu o „Wampirach energetycznych” zdałam sobie sprawę z niebezpieczeństwa i poinformowałam moja mamę o tym, że istnieje takie zjawisko jak „wampir energii”. Nie liczyłam na zrozumienie, ale musiałam spróbować pomóc. Ku mojemu zdziwieniu, w ciągu kilku dni na klatce schodowej odbyła się wielka awantura. Mama kategorycznie zabroniła przychodzić „złej” koleżance w odwiedziny mówiąc - „Nigdy więcej do mnie nie przychodź”.
Od tego momentu sytuacja się zmieniła. Mama zaczęła w oczach zdrowieć, cofały się przyczyny wielu chorób. Tym czasem koleżanka w ciągu kilku następnych miesięcy starzała się w oczach i podupadała na zdrowiu. Pewnego dnia dowiedziałam się, iż ze swoją paranoją trafiła na leczenie do Szpitala psychiatrycznego.
Słowo „wampir” nie budzi miłych skojarzeń, a „wampir emocjonalny” nie ma nic wspólnego z wizerunkiem Drakuli, lecz jest człowiekiem z krwi i kości. Nie wysysa krwi, lecz energię. Błyskotliwe, utalentowane lub też epatujące bezradnością – stawiają się sprytnie w roli ofiary, pozyskują nasze zaufanie i uczucia, po to by wyssać z nas siły witalne. Częstymi objawami ataku „wampira energetycznego” jest właśnie uczucie osłabienia tak, jakby była „wypompowana” z nas energia. Niestety w parze za tym, często idzie faktyczne osłabienie układu odpornościowego i chroniczne zapadanie na infekcje oraz coraz liczniejsze choroby – stany zapalne a nawet po latach – nowotwory.
Osoby mówiące nam negatywne informacje potrafią osłabić witalność w organizmie, a także odebrać chęć do realizacji marzeń i zmylić nam drogę do celu. Mówimy na nich: „złodzieje marzeń”, ale bardziej prawidłowo powinno to brzmieć „energetyczne wampiry”. Ludzie tacy często działają zupełnie nieświadomie.
Nieświadome wampiry energetyczne to takie, które obarczają innych swoimi problemami, usiłując wzbudzić w innych współczucie i chęć pomocy – często celowo robią z siebie ofiarę chcąc być w ten sposób w kręgu zainteresowań. Ofiarowana pomoc i uwaga takim „wampirom”, są wykorzystywane do dostarczania im odpowiedniej energii. Ich ofiarami mogą stać się osoby słabe psychicznie, które nie umieją odmawiać i te które im ulegną. Czy chcemy wierzyć czy też nie – „wampiry energetyczne” są wśród nas. Niekiedy blisko – tuż obok.
Ta metafora to psychologia kliniczna ubrana w halloweenowy kostium – jak określił to uznany psycholog kliniczny A.J. Bernstein w swojej książce “Emocjonalne wampiry”. Opisał w niej różne typy osobowości i odmian emocjonalnych wampirów jako bezwzględnych tyranów (despota, dyktator), aspołecznych hedonistów (przyjemne i wolne od cierpienia życie), samolubnych narcyzów (kocha własne odbicie a nie siebie, a zarazem nie potrafi jasno uzewnętrznić własnego “Ja”, własnych potrzeb), męczących paranoików (żyją w ciągłej świadomości bycia pod obserwacją). Zdaniem psychologów, przyczyn wampiryzmu energetycznego należy szukać w dzieciństwie takiej „pijawki”. Dziecko, któremu rodzice nie poświęcali czasu, nie okazywali miłości, nie chwalili tylko ganili, będąc dorosłym człowiekiem, zrekompensuje sobie straty, dołując innych. W znacznej większości współczesne „strzygi” to ludzie nieprzyjemni, wręcz chamscy, pyskaci, rzucający się w oczy. Nie obcy jest im terror psychiczny, znęcanie się psychiczne, molestowanie psychiczne, tyranizowanie czy grupowe sprzysięganie się przeciwko komuś, reagowanie pomstowaniem, ciągłe krytykowanie i upominanie, upokarzanie, stosowanie pogróżek pod kierunkiem konkretnych osób. Taki ktoś napastuje, oblega i prześladuje, ma na celu: poniżanie, ośmieszanie, zaniżanie samooceny lub wyeliminowanie albo odizolowanie pracownika od współpracowników lub konkurencji. Wampirami emocjonalnymi mogą być również szkolni lub podwórkowi prześladowcy. Bardzo często są zakompleksieni i niedowartościowani. Wampiryzm energetyczny jest ich przepisem na sukces!!!
Zgodnie z kryteriami diagnostycznymi American Psychiatric Association zaburzenia osobowości to wzorzec doświadczeń wewnętrznych i zachowań zewnętrznych w znacznym stopniu odbiegający od wymagań danej etyki i kultury wobec jednostki. Wampiry emocjonalne to ludzie, którzy mają cechy charakterystyczne tego, co psychologowie określają mianem zaburzenia osobowości - stan kiedy ludzie chcą doprowadzić do szału innych. Wykazują często instynkt agresji tyranizując innych, wiedzą dokładnie, czego chcą oraz co muszą zrobić, żeby to osiągnąć. To z reguły tyrani działający z premedytacją. Nieszczęśliwi i gniewni, którzy ku swojemu zadowoleniu odkryli, że negatywna energia i złość – którą przejawialiby tak czy inaczej dla samej przyjemności i zabawy – daje im także władzę i możliwość kontroli, przynajmniej na krótką metę. W dłuższej perspektywie złość tyranów niszczy ich ofiary zdrowotnie, ale i ich samych również.
Tyrani atakując pozwalają, żeby system nerwowy przeciwnika zrobił resztę na zasadzie wpisanej w nas, prymitywnej, zwierzęcej natury. Pod pojęciem zwierzęcej natury rozumiemy najgłębszą, najstarszą i najbardziej prymitywną strukturę – mózg gadzi – odpowiedzialną za zachowania instynktowne. Odziedziczyliśmy ją z czasów dinozaurów.
Nad nim usadowiona jest struktura odpowiedzialna za emocje, szczególnie za agresję i seks — mózg starych ssaków z układem limbicznym. Wzorce gniewu i strachu są głęboko wpisane w nasze geny tak, jak w dusze. Nazywa się to reakcją:
Walcz albo uciekaj!
Natychmiast!
Rządź albo ulegnij!
Podobny=”dobry”.
Odmienny=”zły”.
Niepokój? Sssssyczczcz.
Chroń swoje terytorium.
Jak to działa w praktyce?
Atak tyrana może ominąć racjonalnie myślącą część naszego mózgu odpowiedzialną za analityczne myślenie i przenieść nas do prehistorycznej alternatywnej rzeczywistości. Mamy tam do wyboru: podjąć walkę, uciekać albo stać spokojnie lub dać się zjeść. Atak taki zupełnie nie działa na człowieka świadomego takiej sytuacji i ataku – przygotowanego i opanowanego.
Wampiry emocjonalne widzą świat inaczej niż pozostali ludzie.
Ich postrzeganie jest zniekształcone przez pragnienie realizowania nieprzemyślanych i niemożliwych do osiągnięcia celów. Takie osoby oczekują od wszystkich poświęcenia im całkowitej uwagi. Wyglądają jak dorośli ludzie, ale ich psychika wewnątrz osobowości – w środku, ukazuje cechy niewerbalne w zachowaniu, wyglądzie czy też wypowiedzi, jakby byli nadal małymi dziećmi. Mimo, że czasem takie wampiry mogą być nawet majętne (bogaci finansowo), to i tak są to BANKRUCI EMOCJONALNI.
Jak sobie radzić z tyranami, przeszkadzającymi nam w życiu codziennym, na portalach społecznościowych lub w działalności biznesowej i w realizacji marzeń czy życiowych celów?
Współczesna „strzyga” nie żywi się krwią, a… emocjami!
„Najbardziej odpowiadają mu te, które sam w człowieku wywołał. Najwięcej energii dają mu uczucia negatywne. Na wielu forach internetowych, na których pijawki wymieniają swoje doświadczenia, przewijają się: radość, złość, oburzenie, wściekłość, pożądanie, uwielbienie, rozpacz, euforia, nienawiść. Każdy wampir ma własny, wewnętrzny katalog emocji, które przynoszą mu najwięcej siły.
Sensem wampiryzmu energetycznego jest poczucie wyższości i władzy nad drugim człowiekiem, nawet w sytuacji, gdy ofiara nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nad nią panuje. Wampir odczuwa radość, gdy może manipulować innymi” – pisze Karolina Jarosz w artykule „Uwaga, wampiry energetyczne!”
Psycholog kliniczny A.J. Bernstein w książce “Emocjonalne wampiry” pisze:
„Każdym emocjonalnym wampirem rządzi określona, świadcząca o niedojrzałości i niemożliwa do zaspokojenia potrzeba, która jest dla niego najważniejsza na świecie. Same wampiry z uwagi na własne zaburzenia psychiki, zazwyczaj nie zdają sobie sprawy ze swoich dziecinnych potrzeb, które nimi kierują. Wszystko to razem stanowi kolejny powód, dla którego powinniśmy być jeszcze bardziej rozsądni”.
Osoba, która wpadła w sidła wampira energetycznego, często nie zdaje sobie z tego sprawy. Wystarczy, że zabierał on czas i wymagał jej ciągłej uwagi. Najczęściej ofiarami wampirów padają osoby wrażliwe, słabe, chętnie pomagające innym ludziom, angażujące się w rozwiązywanie problemów. Wampir będzie czuł satysfakcję z ich dręczenia, poprawi nawet tym sobie humor i będzie świetnie się zabawiał kosztem innych. Dr Albert J. Bernstein pisze, że nie wolno brać na siebie kłopotów oraz słabości innych ludzi.
Nikt nie ma prawa zmusić Cię do wysłuchiwania jego narzekań – utnij to! Uodpornij się na krytykę! Ucz się i ćwicz asertywność.
W tej nierównej walce z emocjonalnym wampirem nikt nie jest wygranym. Obie strony przegrywają.
TU NIE MA ZWYCIĘZCÓW!
Bądź asertywny! Naucz się odmawiać tak jak zrobiła to moja mama! Jedynym sposobem na uwolnienie się od energetycznego wampira jest absolutne zerwanie z nim kontaktów.
Pamiętaj – CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI!
Na kilka pytań w tym zakresie odpowiada psycholog i socjolog Joanna Heidtman:
Jak można obronić się przed wampirami energetycznymi?
Joanna Heidtman: To niełatwe pytanie. Trochę tak jak z manipulacją – tak naprawdę to nie żaden „wampiryzm” ale właśnie subtelna manipulacja emocjami, szantażem psychologicznym, skuteczne obniżanie czyjegoś poczucia wartości itd.. Czasem po prostu najlepiej omijać. Czasem powiedzieć NIE. Czasem „rozbroić” manipulacje przez ujawnianie jej wprost. Nie trzeba się bać, ale trzeba bronić siebie.
Sigil: czy wampir będąc z kimś w związku np. małżeństwo może się powstrzymywać by nie atakować drugiej osoby ?
Joanna Heidtman: Nie… Taka relacja ma wszelkie szanse na to by stać się (zwłaszcza z punktu widzenia ofiary „wampira”) związkiem toksycznym.
alicja1: Czy to znaczy ze te „wampiry energetyczne” poprzez umniejszanie czyjejś godności, poprawiają sobie samoocenę?
Jak w takim razie wytłumaczyć tej osobie, że źle postępuje tak by jednocześnie też nastąpiła poprawa w jej zachowaniu?
Joanna Heidtman: Nie sądzę, żeby takie tłumaczenie przyniosło rezultaty, jeśli w kontakcie z tą osobą tracisz poczucie godności, przestajesz czuć się dobrze, a ten kontakt pozbawia cię energii… Zwłaszcza, że ów „wampir” może być dużo sprawniejszy w manipulacji tak słowem, jak i emocjami… To w końcu jego szczególna umiejętność…
magaa: czy można wampirowi pomóc przestać być wampirem?? jakie metody stosuje się w pracy z osobami, które mają taki problem?
Joanna Heidtman: To nie jest problem osób „pijawek”. To problem tych, którzy się z nimi stykają (i też nie wszystkich).
Ty również pewnie znasz wiele takich historii i toksycznie działających na nas ludzi?
Jeśli tak – porozmawiaj z „ofiarą” (żoną, mężem, dzieckiem, rodzicem, znajomym) takiego „wampira emocjonalnego”. Spróbuj pomóc i wytłumaczyć sytuację, podpowiedzieć co robić. Często ludzie nie mają świadomości tego co się faktycznie dzieje wokół nich i nie potrafią się temu przeciwstawić. Gnębione najczęściej przez mężów żony (bądź odwrotnie) , obwiniane za wszelkie niepowodzenia małżonka, z czasem faktycznie czuja się winne, podupadają na zdrowiu, rezygnują z marzeń a zatem z życia – wegetują lub popełniają samobójstwo. Analogicznie zdarza się, że również rodzice potrafią skutecznie zniszczyć marzenia i pasję np. do sportu u własnego dziecka. Warto o tych sprawach rozmawiać – komunikacja to podstawa do poszukiwania rozwiązań w trudnych sytuacjach.
Społeczności i fora internetowe a wampiryzm energetyczny
Podobne sytuacje spotykamy na różnych forach i portalach społecznościowych, gdzie podobne „wampiry emocjonalne” biorą sobie kogoś za ofiarę lub maj ich kilka i gnębią na różne sposoby. Wypisują publicznie na jej temat różne przykre informacje, obrażają i poniżają publicznie itp. Podobna sytuacja miała miejsce w ubiegłym tygodniu na jednym z blogów. Warto wiedzieć, że taki proceder to już sprawa karna. Osoba poszkodowana powinna pilnie skopiować takie wypowiedzi administratorowi portalu, a jeśli nie przynosi to oczekiwanego skutku – należy zgłosić sprawę do prokuratury.
Zgodnie z kodeksem karnym ten kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Jeżeli sprawca dopuszcza się tego czynu za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. W razie skazania za ww. przestępstwo sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego. Ściganie tego przestępstwa odbywa się z oskarżenia prywatnego.
Więcej na temat szkalowania osób i firm w Internecie tutaj >>
„Nie bądź obojętny. Neutralność sprzyja oprawcy, nigdy ofierze. Milczenie pomaga dręczycielowi, nigdy dręczonemu.” – Elie Wiesel
Pozdrawiam
******************************************************************Terapia dla osób pokrzywdzonych i nie tylko…
MASZ PRAWO KOCHAĆ! MASZ PRAWO ŚPIEWAĆ!
MASZ PRAWO MARZYĆ, TERAZ I TU NA PRZEKÓR KŁAMSTWU I ZŁU
MASZ PRAWO ŻYĆ! TO CAŁA PRAWDA
„Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”
– Mahatma Gandhi
Zobacz również:










Uświadomienie sobie własnej siły i własnej wartości pomaga w odnalezieniu się w relacjach z „wampirami energetycznymi”. Jeśli wcześniej nie porzuci się całkowicie kontaktu z takimi osobami, warto spróbować uświadomić taką osobę jak wpływa na siebie i innych. Pytanie pojawia się jednak takie: czy ja i druga osoba będzie miała na tyle pokory w sobie a jednocześnie siłę, by zmienić swoje nawyki. Praktyka czyni jednak mistrza, dlatego i ja również zachęcam do studiowania tematów rozwoju osobistego. Pozdrawiam – świetny artykuł.
Takich Wampirów jest wszędzie „na pęczki”.
Ja znalazłem sposób, jak sobie poradzić i nie dać się „ograbić”.
Marzę, wizualizuję swoje marzenia, nadaję im ramy czasowe i finansowe, robię pierwszy krok….
Dalej samo idzie.
To moja siła.
Polecam
Każde marzenie można zamienić w cel.
Każdy cel można osiągnąć.
Ale najciekawsza jest droga….. do celu.
Pozdrawiam
To bardzo dobra recepta – zająć się własnymi sprawami i swoim życiem. To bardzo ważne, bo ludzie zbyt często zapominają o samym sobie, chcąc „pomagać” innym i wpadają w sidła… Każdy ma prawo kochać, marzyc i śnić – każdy ma prawo żyć dla siebie i jeśli che – również dla innych. Nie wolno nam zapomnieć o nas samych – to my tu i teraz – możemy nie mieć następnej szansy za na życie! Żyjmy więc świadomie i szczęśliwie.
Niestety, to jest przerażająca prawda i czasami dając z siebie „wszystko” tracimy sporą część siebie. Dość często taki wampir nie zdaje sobie nawet sprawy z posiadania takiej złej energii i z tego że czerpie ją od innych, przychylnych mu osób. Jakiś czas temu wykryłam taką osobę w swoim otoczeniu. Faktycznie działała na mnie bardzo źle, począwszy od stanu psychicznego po fizyczny. Wtedy dając jej do zrozumienia, że ja o tym wiem (napisałam opowiadanie z podtekstem) powiedziała stop! I w myślach wytworzyłam niewidzialną barierę nie do przebicia (sama się dziwię jak to możliwe) wtedy nagle wszystko zaczęło się odmieniać.
Tak….absolutnie też jestem zdania , że istnieją w otoczeniu każdego z nas takie osoby i obojętnie jakim mianem je nazwiemy-wampirami energetycznymi emocjonalnymi czy jeszcze inaczej to takie zjawisko ma miejsce. Mój sposób na to ? ASERTYWNOŚĆ i jeszcze raz asertywność Chociaż niestety czasami odbierane jest to jako samolubność , egoizm i ogólnie bardzo pejoratywnie…chyba wiekszość ludzi jeszcze szczególnie tych ze starszego pokolenia żle rozumie taki punkt widzenia- bo nie wypada itd. Słowa mają dużą moc i takie narzekające , niezadowolone wiecznie ze wszystkiego i sfrustrowane wampiry moga wiele złego namieszać w życiu drugiego człowieka..inną rzeczą jest czy robią to naumyślnie ? czasami chyba tak…
Często są bardzo sprytne i robią faktycznie na umyślenie, ale najczęściej nie zdają sobie nawet z tego sprawy. Np. nasi rodzice z „innego świata” -jak tylko „noga się komuś powinie” lubią mawiać – a widzisz a mówiłam/ mówiłem, że to ci się nie uda, że to nie ma sensu… – i triumfują, zamiast powiedzieć nam: „nie przejmuj się porażkami – na błędach się przecież uczymy najlepiej”. Mogą nimi być „dobre znajome”, które wciąż powtarzają nam jakie to ciężki jest los i że nic nie ma sensu i to co robimy to też jest bez sensu a bogaci są źli itd… Takie niewinne z pozoru słowa niestety mogą pozwolić na to, że stracimy entuzjazm do tego co robimy, przestaniemy wierzyć, że to jest ważne, przestaniemy wierzyć w siebie.
Asertywność – o której pisze w komentarzu Robert – to ważny „lek” w takich sytuacjach i trzeba się tego koniecznie nauczyć. Mój Michał za tydzień będzie na obozie psychologicznym i tam zgodnie z programem, dzieci nauczą się co to jest asertywność i dlaczego jest tak ważna.
A dlatego, aby nas nikt nie wykorzystywał, abyśmy potrafili odmawiać jeśli uważamy, że to słuszne, abyśmy odważyli się mieć własne zdanie zamiast przytakiwać, nie będąc przekonanym do czegoś.
To również buduje silną osobowość. Czasem ciężko być asertywnym w stosunku do najbliższych czy „starych tzw. dobrych przyjaciół”, którzy zamiast nam życzyć szczęścia w życiu i powodzenia, gderają, że to co robimy to jest bez sensu, że nie wierzą w to co robimy itd. Przez ponad 20 lat poznałam wielu „dobrych przyjaciół”, którzy zamiast życzy nam powodzenia, chcieli koniecznie odwieść nas od naszych zamiarów poprawy bytu. Bo jak to, będzie nam lepiej teraz? A co z nimi? Im się nie chce uczyć i pracować nad sobą. Są zbyt leniwi, mają małe potrzeby i chcieliby, aby inni też tacy byli. A co na to ludzie powiedzą?
Tym dawno się przestałam przejmować. Ludzie nie dają mi na chleb. kiedy było bardzo źle – mieliśmy poważny dołek finansowy z uwagi na załamanie się rynku w Oriflame w latach 1997/98, to ludzie nam nie dawali pieniędzy na przeżycie. Musieliśmy sami znaleźć rozwiązanie i wyjść z patowej sytuacji. Zawsze powtarzam dzieciom, że to one mają być przykładem dla innych a nie odwrotnie i nie ulegać modzie czy stereotypowym postawom. W gimnazjum Aga chodziła na brązowo, bo jak twierdziła – nie może się wyróżniać z grona koleżanek – bała się odrzucenia. My po szkoleniu z psychologi dotyczącego kolorów ubrać (Nieinwazyjna Analiza Osobowości z dr Tarczyńskim) spakowaliśmy jej wszystkie brązy do śmieci i poszliśmy z nią na zakupy nowych ciuchów. Piękne kolory, biele, pastele, pomarańcze, kiwi dominowały teraz z jej szafie. Ale co to – dziecko samo wybrało ciuchy a tu… – domowa awantura, że nie będzie chodzić w nich, bo zabraliśmy jej brązy i co koleżanki na to?
Nowe ubrania odłożyłam i powiedziałam, że jadą do jej 3 kuzynek – dziewczynki z pewnością będą zachwycone. Wieczorem Aga przyszła poprosić o te ciuchy. Zaczęła w nich chodzi. Cóż – jej szantaż na rodzicach nie udał się. Po kilku dniach powiedziała, że inne koleżanki też sobie zakupiły takie spodnie, bluzki, kamizelki, spódniczki jak ona i bardzo im się podobają jej stroje. Aga wytyczyła nowa erę w klasie – kolorowe ubrania dla nastolatek i zerwała z „zakonnym” kolorem. Zatem nie warto przejmować się tym co ludzie powiedzą i jak nas dopasują do własnego – często ciasnego – stereotypu myślenia. Trzeba się wprost wyróżniać z tłumu, jeśli chcemy coś w życiu osiągnąć. Trzeba mieć na to odwagę i nie żyć tylko dla innych czekając na ich akceptację. Takie osoby jak „wampiry energetyczne”, praktycznie nie są w stanie nas dopaść, kiedy jesteśmy silni!
Warto zapamiętać:
JEŚLI JESTEŚ JAK WSZYSCY – MASZ JAK WSZYSCY
Czytelniku, czy na pewno o to Ci chodzi?
Jeśli chcesz pomagać innym uważaj, aby nie wpaść w sidła takiego „wampira”… Pomagaj ale bądź ostrożny i wyraźnie asertywny wyznaczając granice kontaktów emocjonalnych. Mówi językiem żyrafy szczerze o uczuciach, co Cie boli, że jest Co przykro itd… aby druga osoba wiedziała, że kiedy postępuje źle, robi nam przykrość.
Co to jest „Język żyrafy”? – http://www.michalzarzycki.pl/2011/03/kochane-zyrafy-z-kenii/
I pomyśl kim jesteś – co dla Ciebie oznacza bycie sobą?
http://www.michalzarzycki.pl/2011/07/byc-soba-co-to-oznacza/
Dziękuję Pani Renato – to ważny temat.
Pierwszy raz ze stwierdzeniem „wampiry energetyczne” spotkałem się na jednym ze szkoleń. Szybko nauczyłem się dystansować od takich osób w kontaktach „zawodowych”.
Jednak o wiele trudniej jest znaleźć odpowiednią „medycynę” na najbliższych. Jesteśmy często skazani na przebywanie z nimi… w efekcie tracimy siły, energię, entuzjazm i motywację do działania.
Pozdrawiam
Temat jest dość trudny do rozwiązania, jeśli chodzi o przyjaciół i najbliższych (rodzina). Proponuję najpierw zrobić uczciwy rachunek sumienia i przyglądnąć się postawom właśnie tych osób.
Jeśli uznasz, że ktoś z grona tych osób daje Ci wiarę, siłę, wsparcie i motywację, to przebywaj w jego towarzystwie jak najczęściej (tylko bez przesady). Jeśli natomiast wokół ciebie są osoby, które działają na nas dokładnie odwrotnie, to mamy trzy wyjścia:
1. Nic z tym nie robić i pogodzić się z takim losem
2. Porozmawiać i wyjaśnić na czym polega problem i w ten sposób spróbować rozwiązać problem
3. Unikać lub pozbyć się na trwałe takiej osoby ze swojego otoczenia
No i teraz rodzi się kłopot, jeśli chodzi o najbliższych, czy przyjaciół. Nauczono nas miłości do bliźniego, szacunku, miłosiernej postawy, ale zapomniano nauczyć nas asertywnosci. Odmowa najczęściej kojarzy się ludziom ze sprawianiem im przykrości, a to już niezgodne z wychowaniem wielu osób. Dlatego tak wiele osób ma problem z odmową. Zwyczajnie nie chcemy sprawiać komuś przykrości, a jednocześnie godzimy się na to, by inni wobec nas postępowali w ten sposób.
I tak sobie żyjemy, zamiast złapać życie w garść i powiedzieć sobie: „zaraz, zaraz, ja tu rządzę!” i faktycznie rządzić swoim życiem, a nie pozwolić na to, żeby życie i inni rządzili nami.
No właśnie, panie Piotrze. Co, jeśli takim wampirem okazuje się matka? Mi się niedawno dopiero udało (kosztem zdiagnozowanej nerwicy) uwolnić od jej fatalnego wpływu na moje życie. Oczywiście dała mi także mnóstwo dobrego – i dlatego „separacja” tyle mnie kosztowała. Nie mogłam po prostu zerwać kontaktów, musiałam zmienić ich zasadę, ich jakość. Z obcymi jest zapewne łatwiej – można zabronić odwiedzania i już, tak jak w powyższym, wyśmienitym zresztą, artykule.
Piszę poniższe słowa z nadzieją, że pomoże to osobom uwikłanym w bliski związek z „wampirem”. Da się to zmienić. Da się.
Pamiętam uczucie totalnej bezsilności w wielu chwilach mojego dzieciństwa i dorastania, bezsilności, którą moja własna matka potrafiła wywołać u mnie kilkoma nasączonymi jadem zdaniami w stylu: „Doprawdy, tak zrobisz? A kto tak powiedział? Ty oślico, nigdy nie potrafisz tego zrobić!”. Kiedy podrosłam, doszło do tego zarzucanie mnie jej problemami z teściową, z mężem (moim własnym ojcem). Kiedy wyjechałam na studia, tej samej jesieni zachorowała i leżała w łóżku pół roku (bo naprawdę musiała) – czy to nie znamienne? Zresztą echa tej choroby trwają do dzisiaj. A póki mieszkałam w domu, była zawsze zdrowa, raz tylko równocześnie złapałyśmy wirusa grypy żołądkowej.
Zadręczała mnie telefonami przez całe studia, a potem, po ślubie, kiedy wyprowadziłam się na dobre – dręczyła mnie jeszcze gorzej. Po każdym telefonie czułam się gorzej, byłam roztrzęsiona (no, trudno się dziwić, skoro raczyła mnie szczegółami romansu mojego ojca), podobno były to stany bliskie katatonicznym. Nie pamiętam wiele z tego okresu, oprócz uczucia osaczenia i udręki.
Ponieważ byłam u kresu moich psychicznych sił, zwróciłam się o pomoc do rodziny matki (wcześniej mi zabraniała, ale w końcu byłam od dawna dorosła). Oni mi dopiero pomogli, zdjęli ze mnie ciężar odpowiedzialności za jej życie, który ona na mnie nałożyła (np. jako dziecko słyszałam od niej, ze to przeze mnie ma taką nadwagę, bo po ciąży przytyła – a że przez 10lat nie zrzuciła… cóż, jako dziecko czułam się autentycznie winna) i sami udzielili jej pomocy, której od lat potrzebowała. Postawiłam jej, z pomocą rodziny i męża, wyraźne granice. Ona tez pewne rzeczy zrozumiała, chociaż oczywiście czasem próbuje swoich starych sposobów. Ale już się nie daję. Mówię, jak najspokojniej: „o tym nie będziemy rozmawiać”, albo „nie będę tego słuchać”, albo wychodzę. Była to dla nas obu bardzo bolesna lekcja. Ale czuję, że jej władza nade mną zmalała co najmniej o 90%.
Przy tym całym manipulowaniu, wykorzystywaniu psychicznym, moja matka starała się, jak mogła, być dobrą matką. Miewała okresy (jako bardzo kapryśna osoba) gorsze, miewała lepsze, ale jako osoba inteligentna i z natury życzliwa – myślę, ze nie uczyniła mi wielkiej szkody. Przynajmniej do momentu, kiedy postanowiła mnie „obciążyć” swoim nieudanym małżeństwem. Ale wtedy byłam już dorosła i nawet moja słabość, silna empatia oraz instynktowna chęć niesienia pomocy (profil „ofiary” z artykułu – bardzo trafiony!
) nie zdołały mnie zniszczyć, chociaż chwilami byłam strzępem dawnej siebie. Chyba dzięki mojemu mężowi i Rodzinie udało nam się z tego wyjść i stosunki z matką ułożyłam sobie, hm, całkiem dobre.
Aha, bardzo dużą rolę odegrało tutaj oczyszczenie stosunków mojej matki z jej matką, a moją babcią (za pomocą paru awantur na tematy około-dziecinne mamy, a potem – paru rozmów). Tu leżała przyczyna, jak sądzę.
A co, jeśli takim wampirem okazuje się matka? Mi się niedawno dopiero udało (kosztem zdiagnozowanej nerwicy) uwolnić od jej fatalnego wpływu na moje życie. Oczywiście dała mi także mnóstwo dobrego – i dlatego „separacja” tyle mnie kosztowała. Nie mogłam po prostu zerwać kontaktów, musiałam zmienić ich zasadę, ich jakość. Z obcymi jest zapewne łatwiej – można zabronić odwiedzania i już, tak jak w powyższym, wyśmienitym zresztą, artykule.
Piszę poniższe słowa z nadzieją, że pomoże to osobom uwikłanym w bliski związek z „wampirem”. Da się to zmienić. Da się.
Pamiętam uczucie totalnej bezsilności w wielu chwilach mojego dzieciństwa i dorastania, bezsilności, którą moja własna matka potrafiła wywołać u mnie kilkoma nasączonymi jadem zdaniami w stylu: „Doprawdy, tak zrobisz? A kto tak powiedział? Ty oślico, nigdy nie potrafisz tego zrobić!”. Kiedy podrosłam, doszło do tego zarzucanie mnie jej problemami z teściową, z mężem (moim własnym ojcem). Kiedy wyjechałam na studia, tej samej jesieni zachorowała i leżała w łóżku pół roku (bo naprawdę musiała) – czy to nie znamienne? Zresztą echa tej choroby trwają do dzisiaj. A póki mieszkałam w domu, była zawsze zdrowa, raz tylko równocześnie złapałyśmy wirusa grypy żołądkowej.
Zadręczała mnie telefonami przez całe studia, a potem, po ślubie, kiedy wyprowadziłam się na dobre – dręczyła mnie jeszcze gorzej. Po każdym telefonie czułam się gorzej, byłam roztrzęsiona (no, trudno się dziwić, skoro raczyła mnie szczegółami romansu mojego ojca), podobno były to stany bliskie katatonicznym. Nie pamiętam wiele z tego okresu, oprócz uczucia osaczenia i udręki.
Ponieważ byłam u kresu moich psychicznych sił, zwróciłam się o pomoc do rodziny matki (wcześniej mi zabraniała, ale w końcu byłam od dawna dorosła). Oni mi dopiero pomogli, zdjęli ze mnie ciężar odpowiedzialności za jej życie, który ona na mnie nałożyła (np. jako dziecko słyszałam od niej, ze to przeze mnie ma taką nadwagę, bo po ciąży przytyła – a że przez 10lat nie zrzuciła… cóż, jako dziecko czułam się autentycznie winna) i sami udzielili jej pomocy, której od lat potrzebowała. Postawiłam jej, z pomocą rodziny i męża, wyraźne granice. Ona tez pewne rzeczy zrozumiała, chociaż oczywiście czasem próbuje swoich starych sposobów. Ale już się nie daję. Mówię, jak najspokojniej: „o tym nie będziemy rozmawiać”, albo „nie będę tego słuchać”, albo wychodzę. Była to dla nas obu bardzo bolesna lekcja. Ale czuję, że jej władza nade mną zmalała co najmniej o 90%.
Przy tym całym manipulowaniu, wykorzystywaniu psychicznym, moja matka starała się, jak mogła, być dobrą matką. Miewała okresy (jako bardzo kapryśna osoba) gorsze, miewała lepsze, ale jako osoba inteligentna i z natury życzliwa – myślę, ze nie uczyniła mi wielkiej szkody. Przynajmniej do momentu, kiedy postanowiła mnie „obciążyć” swoim nieudanym małżeństwem. Ale wtedy byłam już dorosła i nawet moja słabość, silna empatia oraz instynktowna chęć niesienia pomocy (profil „ofiary” z artykułu – bardzo trafiony!
) nie zdołały mnie zniszczyć, chociaż chwilami byłam strzępem dawnej siebie. Chyba dzięki mojemu mężowi i Rodzinie udało nam się z tego wyjść i stosunki z matką ułożyłam sobie, hm, całkiem dobre.
Aha, bardzo dużą rolę odegrało tutaj oczyszczenie stosunków mojej matki z jej matką, a moją babcią (za pomocą paru awantur na tematy około-dziecinne mamy, a potem – paru rozmów). Tu leżała przyczyna, jak sądzę.
Zdanie odrębne.
Asertywność.
W moim odczuciu to bardzo niepokojące zjawisko.
Asertywność jest niezbędna w „wyścigu szczurów” gdyż stanowi usprawiedliwienie dla pozbycia się balastu odpowiedzialności za innych, pozwala na uspokojenie sumienia gdy kogoś krzywdzimy realizując swoje cele.
Asertywność jest przyzwoleniem na bezkompromisowy egoizm.
Wydaje się, że egoizm odnosi sukcesy w gospodarce, kapitalizm oparty na chciwości ma się dobrze (czy na pewno?).
Ale popatrzmy na nasze życie. Jak niewyczerpane pokłady altruizmu posiadają rodzice angażując się bez reszty w wychowywanie dzieci, popatrzmy na Chrystusa czy Buddę, czy można ich posądzać o asertywność.
Asertywność została wymyślona dla realizacji celów za wszelką cenę, po trupach – może jest przydatna w biznesie ale w życiu?
Czy można robić i mówić wszystko co dla nas dobre, są takie sprawy i sytuacje gdzie przyzwoity człowiek starej daty mówił – nie uchodzi!
Nie muszę mieć racji w tej sprawie, bo wszystko się zmienia, ja po prostu żyłem w innych czasach w świecie innych wartości. Mnie łatwo zranić asertywnością.
pozdrawiam; Andrzej
Panie Romanie – ciekawie Pan pisze i zainspirował mnie Pan do przemyśleń na temat asertywności. Cieszy mnie, że poruszył Pan ten temat, bo nie zdawałam sobie sprawy z tego, iż może być on dla wielu osób niejasny lub niezrozumiały. Zatem kilka przykładów asertywności nie w „wyścigu szczurów” ani w biznesie, ale w życiu
Panie Romanie – mam pytanie: kiedy gość pije „wódę” i „leje” dzieci oraz poniża żonę i w „kolesiach” widzi usprawiedliwienie dla pozbycia się balastu odpowiedzialności za innych (tu rodzina), w ten sposób pozwala „na uspokojenie sumienia” gdy kogoś krzywdzi, czy realizując swoje jakiekolwiek ambitne cele w poprawie życia?
To pijak przecież nie dąży do celu ani nie uczestniczy w wyścigu szczurów, bo nawet nie ma taki żadnych ambicji. To jak to z tym jest?
Asertywność jest tylko kiedy chcemy zostać kimś, czy każdy ją realizuje na swój sposób – również Pan?
Czy nigdy nie wyraził Pan swojego zdania w rozmowie na jakikolwiek temat np. o polityce czy kobietach?
Jeśli ma Pan swoje zdanie w wielu tematach i artykułował Pan je czy to w formie mowy czy pisania to oznacza, że jest Pan asertywny
Czy to dobrze dla Pana czy źle?
Piszą swój post również wykazał się Pan sporą asertywnością i jasno i wyraźnie wyraził Pan swoje zdanie. Brawo.
Jest Pan asertywny. To czy mamy w danej kwestii rację czy nie – to już inna kwesta. Do wykazania się asertywnością trzeba być odważnym. Jest bardzo wiele osób, które boja się wyrażać swojego zdania czy to słownie czy pisemnie np. w komentarzach. Piszą komentarze tylko nieliczni – odważni. Wróćmy do tematu.
A jeśli żona pijaka powie mu – „Nie zgadzam się więcej na poniżanie mnie i bicie dzieci” – to czy ona będzie w tym momencie asertywna czy nie?
Asertywność nie jest ani dobra ani zła – raczej pomaga w wielu przypadkach – chroni nasze dzieci od złego – od pokusy innych i prowadzenie do tego, często dzieciom robić nie wolno lub do tego aby były bezpieczne, aby ich nikt nie skrzywdził.
A kiedy kumpel przychodzi do Pana pożyczyć dużo pieniędzy, a Pan wie, że on to znów przepije – to rozumiem, że nie jest Pan wtedy asertywny i daje mu wszystkie oszczędności życia o które prosi – czy tak?
Mam wrażenie, że pojęcie asertywność bardzo Pan zawęził – na dodatek do dość negatywnych skojarzeń, jakby to było coś złego.
Teraz kolejny temat – jeśli kolega mojego syna powie mu choć ze mną i „dajmy sobie w żyłę” lub chodźmy na piwo (załóżmy, że obaj są nieletni), a mój syn odmówi – powie „NIE dziękuje, mam inne plany”. To czy to będzie źle, jeśli w tym momencie będzie właśnie asertywny?
W psychologii uczy się tego pojęcia na kursach dla dzieci, aby potrafiły one odmawiać zboczeńcom, pederastom i innych obcym ze złymi intencjami, do których nie powinny mieć zaufania. Zakładam, że Pan również nie chciałby aby Pana dzieci lub wnuki dały się oszukać zboczeńcowi, posłusznie idąc z nim w celu niby pokazania sklepiku, a później do jego domu po cukierka w nagrodę. Dzieci muszą wiedzieć, że mogą powiedzieć „Nie – nie mogę mama mi nie pozwala rozmawiać z obcymi”.
To czy to jest pojęcie dobre, złe, czy po prostu ogólne w zależności od sytuacji?
Ciekawi mnie, jak Pan teraz uważa – co to jest właściwie ta asertywność?
Życzę miłego dnia
ASERTYWNOŚĆ – pewien określony sposób zachowania się i postępowania; zdolność do szczerego i bezpretensjonalnego wyrażania swoich emocji, odczuć i stanowisk. Jest to postawa, która wyklucza zachowania agresywne oraz lekceważenie praw i wolności własnych bądź innych ludzi. Wyraża się ona umiejętnością bezpośredniego przekazywania własnych opinii, przekonań, poglądów i potrzeb, a także łatwością swobodnego dzielenia się wiedzą o swoich priorytetach i wyznawanym systemie wartości. Istotą zachowania asertywnego jest także umiejętność odmawiania, tzn. mówienia „nie” w sposób pewny, zdecydowany, a jednocześnie nieuwłaczający godności innych osób i zawsze z podaniem konkretnej przyczyny odmowy.
Asertywność okazuje się często przydatna w przypadku zaistnienia konfliktu, gdy za jej pomocą udaje się dojść do satysfakcjonującego obydwie strony kompromisu. Z drugiej strony, asertywność polega także na umiejętności przyjmowania pod swoim adresem również pochwał.
Roman, jak się asertywność ma do tego co napisałeś?
Zarówno w życiu jak i biznesie to bardzo pożądana umiejętność i nie ma w niej niczego złego, wręcz odwrotnie.
No i właśnie mamy przykład „złej” interpretacji asertywności… właśnie tak wielu ludzi ( jak pan Roman ) odbiera to pojęcie , jako wyścig szczurów, egocentryków i egoistów… Dużo jeszcze wody upłynie zanim na dobre zakorzeni się w społeczeństwie inne spojrzenie na asertywność. Dobrze jednak, że na ten temat dyskutujemy
Pozdrawiam!
Witam.
Od pewnego czasu spotykam się na portalach społecznościowych z problemem,który wydaje się,można również wpisać w wyżej omawianą tematykę.
Problem ten dotyczy wykorzystywania nieprawdziwych, wymyślonych chorób, widma śmierci, czy też nawet śmierci osób bliskich… Wszystkie te historie są wymyślone… W jakim celu?… Aby zaskarbić sobie przyjaciół, rozkochać chłopaka… Jesteśmy aktualnie z grupą znajomych w trakcie demaskowania takiej osoby… Dopieszczony profil na bardzo popularnym portalu, piękne zdjęcia… Na pierwszy rzut oka, wszystko jest ok, dopiero wnikliwa analiza pokazuje, że są to fotki ściągnięte z neta, odpowiednio przerobione na potrzeby chwili,wklejki itd… Osoba ta gra swoją wymyślona chorobą, zjednując w ten sposób przyjaciół, rozkochując chłopaka. Zastanawiam się, jakie jeszcze kroki możemy podjąć, aby mówiąc kolokwialnie „wybić Jej z głowy” podobne nieuczciwe zachowania w przyszłości?
Pozdrawiam