Indianie Uros z trzcinowych wysp jeziora Titicaca


31.07.2011 | kategoria: Moje podróże

Główną bazę wypadową do wycieczek po „Titi – khakha” – jak wymawiają te nazwę miejscowi – stanowi położone na jego południowo-zachodnim krańcu miasto Puno. Zatem na wyprawę po jeziorze Titicaca wyruszamy łodzią z portu w Puno leżącego na wysokości ok. 3850 m n.p.m. w Andach.
Jezioro jest imponujące: turkusowo-niebieski kolor wody, intensywnie jasne niebo, a wszystko otoczone górami i trawami. Jedną z pierwszych rzeczy jakie widzimy, to duża ilość wodnych traw – trzciny. To trzcina totora, która tu jest wszechobecna. Ma wiele celów – jak powiedział nasz przewodnik – m.in. jest pułapką dla dryfujących resztek żywności przed zanieczyszczeniem wody w pobliżu Puno.

Jezioro Titicaca jest położone wysoko w Andach 3812-3820 m n.p.m. (12.500 ft) na granicy Peru i Boliwii. Na temat jego wysokości w encyklopediach i przewodnikach spotkamy różne dane. Nie mniej, dane te czynią Titicaca największym i najwyżej położonym żeglownym jeziorem na świcie, o powierzchni 8 300 km² , długości 195 km i szerokości 100 km. Przeciętna głębokość wynosi 140-180 m, a maksymalnie 304 m.
Jezioro Titicaca jest największym wysokogórskim jeziorem Peru. Istnieje tu nawet boliwijska marynarka wojenna. Pod względem ilości słodkiej wody, to największe jezioro w Ameryce Południowej.

Jeśli na tę wysokość przyjedziemy od razu znad oceanu, ból głowy i zadyszka po kilku szybszych krokach – są pewne! My klimatyzowaliśmy się przez kilka wcześniejszych dni będąc wielokrotnie na znacznie wyższych wysokościach dochodzących blisko do 5 tys. metrów n.p.m., przejeżdżając górskie przełęcze i zasypiając niekiedy z bólem głowy. Zatem z samopoczuciem na jeziorze Titicaca już nie mieliśmy żadnego problemu.

Ciekawostką może tu być fakt, iż wg. badań naukowców występujące na tej wysokości ciśnienie wód jeziora i jego zagęszczenie powodują, że wrzenie wody występuje tu już w temperaturze 78 stopni Celsjusza, a zamarzanie dopiero w minus 7 (-7) stopni C.

Święte wody Szarej Pumy

Pochodzenie nazwy jeziora „Titicaca” wywodzi się z języka Indian Keczua i i Ajmara. Oznacza dwa zwierzęta: pumę – titi oraz gatunek zająca (królika) – caca. Zostało przetłumaczone jako „Rock Puma” łącząc słowa z lokalnych języków keczua i ajmara, poprzez kształt przypominający pumę podczas polowania na króliki.

W innej wersji chodzi o „szarą pumę”. Nazwa jeziora faktycznie oznacza pumę (titi), która jest „kaka”, czyli szara albo wielka, bo to też „kaka” podobnie jak królik.
Porównanie do pumy jest istotne, dla Inków było to bowiem zwierzę święte. Przy odrobinie wyobraźni, jeśli odwrócimy do góry nogami mapę jeziora, w jego kształcie dopatrzymy się sylwetki pumy.

Rezerwatu Narodowego Titicaca i gigantyczne żaby

Płynąc wśród trzciny totora coraz wyraźniej rysuje się nam przed oczami wodna osada. Na horyzoncie wyłaniają się pływające wyspy z żółtymi domami, zbudowanymi z wysuszonej trzciny totora.

Wyspy są częścią Rezerwatu Narodowego Titicaca, utworzonego w 1978 roku w celu zachowania 37000 hektarów bagien i trzciny w południowym i północnym sektorze jeziora Titicaca. Rezerwat chroni ponad 60 gatunków rodzimych ptaków, cztery rodziny ryb i płazów 18 gatunków rodzimych w tym niezwykłą bo największą trójkolorową żabę świata, liczącą sobie blisko 60 centymetrów, która nigdy nie wypływa na powierzchnie jeziora.

Indianie Uro z Islas de los Uros

Językiem Indian Uros jest ajmara. Za tłumacza służy nam przewodnik hiszpański, a dalej tłumaczy Beata – polski pilot naszej wycieczki z biura Go Travel. Wg. różnych źródeł, to miejsce zamieszkuje na stałe dziś około 250 osób jak mówi spis powszechny, a pozostali członkowie ludu Uros – ok. 1500 osób – mieszkają i pracują na lądzie, aby powracać do rodzin na wyspach w wolnym czasie.

Łatwy dostęp z Puno do pływających wysp Indian z plemienia Uros, przyciąga w to miejsce tłumy turystów z całego świata. Mimo, że jezioro Titicaca jest popularnym miejscem turystycznym, tylko kilka z pływających wysp jest gotowa przyjąć gości i to wymiennie – co drugi dzień.

Na skleconym z trzcinowych korzeni gruncie stoją trzcinowe domki. Dopływamy do jednej z wysp, a mieszkańcy wysepki ubrani w tradycyjne kolorowe stroje serdecznie witają nas na brzegu.

Po środku znajdują się wężowate ławy z trzciny. Uros zapraszają nas do spoczynku, po czym opowiadają o życiu na wyspach i ich historii. Trzcina totora ma długie i gęste korzenie, które łączą się ze sobą, tworząc dosyć stabilną platformę, po której można chodzić. Indianie Uros wykorzystali ten fakt w technice budowy swoich pływających wysp. Naturalne platformy totora mają około 3 metrów grubości i utrzymują znaczny ciężar. Największe z wysp mają średnicę około 20 metrów, a wybudowanie ich trwa około roku. Na skleconym z trzcinowych korzeni gruncie budowane są domki ze ściętej trzciny totora. Ta miniaturka makiety służy nam do szkolenia na temat technologii budowy wyspy.
Dachy domków są wodoodporne, ale nie są odporne na wilgoć. Na wyspach są baterie słoneczne, dzięki którym przez kilka godzin mieszkańcy mogą uzyskać prąd do oświetlenia wnętrz, posłuchać audycji radiowych a nawet oglądać TV w świetlicy. Gotowanie groziło pożarem zatem piece w celu ochrony zbudowane były na warstwie kamieni. Teraz jednak wprowadza się nowoczesność – kuchenki na butle gazowe.
Każda z wysp jest zakotwiczona, aby nie odpłynęła w niepożądane miejsce. Tymczasem kolorowo ubrane Indianki w śmiesznych melonikach (w Peru każde plemię nosi inne kapelusze) częstują nas trzciną totora. Zjada się jej biały miąższ ze środka. Po degustacji, kobiety – opiekunki zapraszają nas do trzcinowych chatek.

Macho dziergają tu na drutach

Mieszkańcy stosują wiele warstw ubrań – najczęściej z wełny alpaki. Chronią się przed chłodem, wiatrem i ostrym słońce. Wiele kobiet nosi charakterystyczny kapelusz typu melonik i szerokie spódnice. Ubrania Indian Uros mają charakterystyczne jaskrawe kolory. Czerwony, niebieski, złoty to typowe kolory ubrań kobiet.

Naturalna biel charakteryzuje męskie stroje. Można tu również zobaczyć mężczyzn dziergających na drutach swoje kolorowe nakrycia głowy – czapeczki. W Peru widok szydełkującego mężczyzny nikogo nie dziwi.

To bardzo ważne zajęcie utrzymujące przy życiu całe wioski. Zajmują się nim głównie… mężczyźni. Kupując pamiątkową andyjską czapeczkę nie wiedzieliśmy, że może to być dzieło męskich rąk. Teraz mamy tego prawie pewność, szczególnie kiedy przypomnimy sobie sprzewcę czapek i „krajek” – kolorowych, ozdobnych pasków i tasiemek.

W takie kolorowe stroje została przebrana cała nasza grupa turystyczna, a mężowie nie mogli rozpoznać swoich żon i na odwrót. Było dość zabawnie.

Po tej sielance mieszkańcy zaprosili nas do wspólnej zabawy – śpiewu i tańca. Po tym spektaklu, każdy z nas mając „domową opiekunkę”, idzie w nią do jej stoiska. Kobieta zachęcają nas do zakupu niektórych rzemiosł, pięknych kobierców, czapeczek i krajek, które zostały ręcznie wykonane przez mieszkańców wyspy – w większości mężczyzn, ale także kobiet i dzieci.

Rozumiejąc zasadę, iż jeśli otrzymujemy od kogoś jakiś dar za darmo – tu np. gościnę na wyspie, do kultury należy zrewanżować się. Zakupiłam więc piękną miniaturową wersję trzcinowej łodzi na pamiątkę i jako prezent dla syna Michała.

W tym miejscu pragnę podzielić się osobistą refleksją. Czytając blogi turystów w Internecie zauważyłam, iż niektórzy skarżą się na to, iż jest to tylko rodzaj „targów turystycznych, cepeliada i komercja”. Chwalą się, że nic nie kupili i nie dali się naciągnąć. Hm…
Uważam, iż każdy ma swoje spojrzenie na te sprawy i doświadczenia. Myślę, że warto wspomagać biedę na świecie choćby poprzez zakup pamiątek. Cenne jest to, iż ludzie Ci nie żebrają na ulicach, ale pracują chcąc nam zaoferować swoje usługi bądź towary i uczciwie zarabiać. Ludzie Ci pozwalają nam robić sobie zdjęcia – w zamian oczekują zapłaty minimum 1 sola (to tylko 1 zł). To przecież ich skromny zarobek na życie.
Dowiedziałem się też, że pieniądze ze sprzedaży arrasów, czapeczek trzcinowych stateczków i ludowej biżuterii, pomagają w osadzie Urosów finansować miejscową szkołę podstawową. Zatem warto pomagać choćby w ten sposób – kupując pamiątki i płacąc za udzielony wizerunek miejscowych do pamiątkowego zdjęcia.

Szkoła i kościół

Na jednej z wysp stoi mała szkoła i kościół. Indianie Uros starają się kultywować własne tradycje , ale prawie wszyscy – podobnie jak mieszkańcy Peru – są ochrzczeni. Wśród Uros zdecydowaną większość stanowią wierni kościoła adwentystów.

Dowiedziałam się, że w miejscowej szkole indiańskie dzieci, w zamian za przywiezione dla nich prezenty: parę ołówków i blok rysunkowy, dzieci chętnie zaśpiewają piosenkę. Jednak tego nie wiedzieliśmy i nie mieliśmy ze sobą takich prezentów, a szkoda.

Przepiłowanie wyspy? To możliwe

Na każdej z wysp mieszka kilka rodzin, które mają swojego wodza. Wódz decyduje o każdym aspekcie życia mieszkańców wyspy. Niekiedy dochodzi do kłótni między wodzem i którymś z mężczyzn z tej samej wyspy. Wtedy biorą piłę i rozpoczyna się przepiłowanie wyspy na dwie części. Odcinają swoja część i odpływają. Zbuntowany „nowy wódz” z rodzinami, które wolą jego rządy, odpływa kawałek dalej ze swoją częścią wyspy. Zwykłych wysp na Titicaca jest 41-42. Skąd różne dane w przewodnikach, encyklopedii, artykułach lub na blogach?
Przykładowo w tej chwili może dość do podziału wyspy przez przepiłowanie jej i będziemy mieli o kolejną wyspę więcej.

Trzciana totora pod wpływem wilgoci wciąż gnije od spodu i musi być regularnie wymieniana przez uzupełnianie trzciny w górnej warstwie wyspy. Powierzchnia wyspy jest cienka i nierówna. Chodzenie po niej można porównać do chodzenia po łóżku wodnym. Trzeba być ostrożnym, gdyż nieopatrznie można stąpać po zbyt cienkiej warstwie i zmoczyć sobie nogi wraz z butami w lodowatych wodach jeziora.
Po przypłynięciu na wyspy Uros ciekawy jest pierwszy krok, poprzez brak pełnej stabilności podłoża. Podczas chodzenia wyczuwa się lekkie kołysanie podłożem – ogólnie jest to dość przyjemne uczucie.

Niezależność do Inków

Indianie Uro od wieków chcieli być niezależni od pozostałych plemion indiańskich. Aby Inkowie a później Hiszpanie nie podbili ich, zrezygnowali z pobytu na stałym lądzie i przenieśli się na pływające wyspy. Izolacja uchroniła ich od wielu groźnych chorób i pozwoliła zachować własny język. Do niedawna używali języka uros, w przeciwieństwie do reszty Peru, gdzie obok hiszpańskiego powszechnie używa się języka kechua lub aymara. Po 1959-1960 roku kiedy to zmarła ostatnia Indianka czystej krwi Urosów – jak piszą przewodniki, z mieszanych małżeństw Urosów z ludnością lądową, język uros przestał być stosowany.

Zgodnie ze swoimi wierzeniami, Uros mają „czarną krew” i właśnie strach przed jej wymieszaniem z krwią zwykłych śmiertelników był jednym z powodów izolacji na pływających wyspach. Naukowcy dowiedli, iż to dzięki składnikom ich pożywienia dostarczanym przede wszystkim z trzciny totora Indianie uro są odporni na reumatyzm i mówią o sobie, że są odporni na zimno.
Podobnie, żyjąc ponad 3800 m n.p.m. przystosowali się poprzez namnażanie większej ilości czerwonych krwinek niezbędna do transportowania tlenu, a tym samym zwiększoną normę hemoglobiny. Być może właśnie te cechy ich krwi spowodowały, iż jest ona ciemniejsza w kolorze, niż krew ludów z nizinnych?

Życie w oparciu o totora

Życie na wyspach jest bardzo ciężkie. Z powodu wysokości i dużej wilgotności panuje tam ciągle niska temperatura, do której – jak twierdzą sami mieszkańcy można się przyzwyczaić. My dziś wiemy, że Indian Uros do tak trudnych warunków przez wieki przygotowała sama natura dzięki temu, że jedli tutejszą roślinność – przede wszystkim trzcinę totora. Ta z kolei zabezpieczała ich przez reumatyzmem, o który nie trudno w wilgotnym klimacie, na zimnych wodach jeziora Titicaca wysoko w Andach.

Łodzie „Balsa”

Nazywają się „kot-Suna” lub ludzie jeziora. Uważają się za właścicieli jeziora i jego wód. Trudnią się rybołówstwem, polują na ptaki i żyją w zgodzie z naturą. Trudnią się tkactwem i szydełkowaniem a obecnie – turystyką. Najważniejszym elementem ich życia jest totora czyli trzcina. Trzcina totora zapewnia im dom, wyżywienie i transportu. Budują z niej pięknie zdobione łodzie zwane „balsa”, o kształcie twarzy lub zwierząt na dziobie. Są one ulubionym celem fotografów.

Osobiście uwielbiam podróże i zdjęcia z różnych zakątków świata oraz kultur. Kocham tradycyjne stroje, pieśni, tańce i prezentowaną kulturę różnych ludów na świecie. Podziwiam ludzi żyjących skromnie – tutaj Indian Uros za to, że żyją tradycyjnie, a przez to wydają nam się jakby byli ludźmi z innej epoki, jakby czas na chwilę przystanął w miejscu.

Pozdrawiam
Renata Zarzycka

Podziel się:
  • RSS
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Yam
  • Google Buzz
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Kciuk.pl
  • Pinger
  • Live
  • Tumblr
  • email
  • Drukuj