Wyprawa do Kanionu Colca w Peru


01.06.2011 | kategoria: Moje podróże, polecane

Jeszcze kilka lat temu nie miałam pojęcia o istnieniu Kanionu Colca. Dziś spotykam wciąż ludzi, którzy na ten temat również nic nie wiedzą. A przecież Kanion Colca do duma narodowa Polaków.
Podróżując w lutym/marcu 2007 roku po południowej półkuli, trasą z Polinezji Francuskiej do Chile, zatrzymaliśmy się w międzylądowaniu na Wyspie Wielkanocnej – Rapa Nui. Tam spotkaliśmy grupę polonijną z USA. Pilotem był Jerzy Majcherczyk. Wtedy jeszcze niewiele nam to mówiło. Polonusi opowiedzieli nam o wyczynach swojego pilota Jerzego Majcherczyka – jednego z odkrywców Kanionu Colca, autora m.in. książki „Zdobycie Rio Colca – najgłębszego kanionu na Ziemi”. Porozmawialiśmy również z nim samym. Wracając do samolotu poinformowaliśmy naszą pilotką Beatę, kogo spotkaliśmy . Zapytaliśmy co wie o kanionie Colca?
Nasza pilotka na tę wiadomość bardzo się poruszyła, a w jej oczach zobaczyliśmy błysk i nadzieję, że uda się na lotnisku w Chile spotkać Jurka i porozmawiać. Powiedziała, że czytała jego książki. W tym momencie zrozumieliśmy, że jest to osoba dobrze znana wśród podróżników i wśród Polonii amerykańskiej oraz peruwiańskiej. Dziennie nad Kanion Colca przyjeżdża sporo turystów, a wszystko to za sprawą polskich kajakarzy. My również zapragnęliśmy zobaczyć kiedyś to miejsce. Mieliśmy przez kilka lat marzenie o tej wyprawie, które właśnie zaczęło się spełniać. Marzenia się spełniają, trzeba tylko im w tym dopomóc. Odwiedzamy Kanion Colca w Peru.

Księga Rekordów Guinnessa – 1984 r.

Historia ta jest dość ciekawa. W wyniku wielu wydarzeń politycznych w Polsce, Rodacy w kraju przez dziesiątki lat nie wiedzieli o wyczynach Polaków w Peru. Zachwycił się nimi jednak cały świat. Dlaczego?

Był rok 1981 kiedy Polacy z krakowskiego klubu kajakowego „Bystrze” podczas wyprawy kajakowej Canoandes 79 dotarli do Kanionu Colca.

Zapaleńcy i mistrzowie kajakarstwa dokonali niemożliwego – spłynęli w dół dzikiej rzeki Colca. Miejscowi przestrzegali ich, że jest to bardzo niebezpieczne i nikt tego jeszcze nie dokonał. Ale Polacy mieli marzenia i swój cel do zrealizowania. Wyczyn ten został doceniony na świecie i w 1984 roku wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Czy wiedzieliście o tym?

Uczestnicy wyprawy w Kanionie Colca nadali mu kilka nazw, zatwierdzonych następnie przez Instytut Geograficzny w Peru, np. Kanion Polaków czy Kanion Czekoladowy. Trzy największe Wodospady dedykowano papieżowi Janowi Pawłowi II.  Właśnie niedawno skończyła się już kolejna wyprawa do Kanionu Colca, gdzie „na 30 rocznicę jego odkrycia umieszczaliśmy tablicę przy wodospadach Jan Paweł II” – napisał do mnie w swoim liście nie dawno Jurek Majcherczyk.

W tamtym czasie, uczestnicy wyprawy nie zdołali jednak spenetrować górnego odcinka kanionu o długości 20 km, o nazwie Cruz del Condor. Rzeka Rio Colca gwałtownie rozbijająca się na głazach górnego odcinka ma tam zbyt niski poziom wody i jest zbyt niebezpiecznie. Nie można było w tym miejscu użyć kajaków czy pontonu.

 

Przez wiele lat o tym odkryciu w Polsce nic nie wiedziano. Władze komunistyczne skutecznie blokowały dostęp informacji na temat podróżników. Stało się tak dlatego, że kiedy w Polsce 13 grudnia 1981 roku ogłoszono stan wojenny, odkrywcy (którzy nie zgadzali się z komunistyczną dyktaturą rządzącą w Polsce) ogłosili w Limie powstanie komitetu poparcia dla „Solidarności”, którego obszarem działania objęto całą Amerykę Łacińską. Podróżnicy nie mogli już wrócić do Polski. Pomoc otrzymali od USA, gdzie na stałe wyemigrowali i mieszkają do dziś.

 

Kanion Colca jest drugim po Kanionie Cotahuasi najgłębszym na świecie. Niegdyś był uznawany za najgłębszy. Oba kaniony w Peru są dwa razy głębsze od malowniczego Wielkiego Kanionu Kolorado w USA, do którego wybrałam się w listopadzie 2008 r. Do miana najgłębszego kanionu świata pretenduje też dolina Kali Gandaki (Czarna Rzeka), rzeki płynącej między Dhaulagiri a Annapurną w Tybecie.

Rio Colca i legendarny skarb Inków

Okazuje się, że już dawno temu dwa plemiona Collaguas i Aymaras nazywały rzekę płynącą przez ich terytoria tak samo – Rio Colca. U Aymaras nazwa ta oznaczała „pieniądze”, a u Collaguas – „skalne spichlerze na zboże”. Może to stąd – jak mówią ludowe opowieści – iż w dolnej części rzeki Colca znajduje się legendarny skarb Inków?

 

Kanion Colca kryje wiele niewyjaśnionych tajemnic. W ścianach kanionu znajdują się dobrze ukryte jaskinie, dawne grobowce, inkaskie oraz preinkaskie umocnienia (a nawet duże fortece) oraz tzw. „Kolki”. W tym ostatnim przypadku chodzi o malutkie, wykute w skałach lub zbudowane na skalnych platformach, pomieszczenia, które służyły Inkom za magazyny żywności czyli „skalne spichrze na zboże – colca”, a później za skromne grobowce znane jako wiszące groby dostojników Indian Collagias.

 

Altiplano i Patapampa – Przełęcz Wiatrów

Wjeżdżając ze słonecznej Arequipy (2398 m.n.p.m.) aby dotrzeć w okolice miasteczka Chivay (3650 m n.p.m.), trzeba pokonać po drodze Przełęcz Wiatrów położoną na wysokości 4910 m n.p.m.!

Na obrzeżach miasta przystajemy jeszcze przy sklepiku z wodą i liśćmi koki, która jest niezbędna w górach do utrzymania kondycji oraz lepszego samopoczucia. Przewodnik szkoli nas jak mamy żuć liście koki (proszę nie mylić ze szkodliwą cocaina, którą tu się nazywa diabłem) ze specjalnym wapiennym kamyczkiem w komplecie. Skłaniki liści zabezpieczają przed wpływami „soroche” – choroby wysokościowej, która czeka w górach na podróżników. Po drodze fotografujemy potężne wulkaniczne masywy Chachani (6075 m n.p.m.) i stożek El Misti (5825 m n.p.m.), które widzieliśmy ponad murami klasztoru będąc w Arequipa.

Dalsza droga prowadzi w górę na Altiplano – Płaskowyż Andyjski, którego średnia wysokość to 4500 m n.p.m. Przejeżdżamy przez tereny Reserva Nacional de Salinas y Aguada Blanca (3900 m n.p.m.), gdzie żyje blisko 5 tysięcy płochliwych wigoni (vikunie) – najszlachetniejszych z rodziny wielbłądowatych.

Ich wełna na rynku osiąga ceny w tysiącach dolarów za 1 kg. wigonie dają najcenniejszą wełnę, na drugim miejscu guanako (tez gwanako), dalej młode alpaki, dorosłe alpaki, a na ostatnim miejscu jest wełna z lamy. Poza wigoniami żyją tu lisy i śmieszne zające z długimi zakręconymi ku górze ogonami zwane viscacha.

 

Na tym terenie nie ma wiosek, gdyż klimat nie sprzyja uprawie. Pejzaż jest malowniczy lecz dość monotonny.

 

W rezerwacie nagle psuje się pogoda i zaczyna padać śnieg – niektórzy z nas są jeszcze w sandałach i krótkim rękawku. Pogoda zimowa, więc szybko uzupełniamy odzienie i nagle autobus zjeżdża do przydrożnego zajazdu – restauracji, gdzie zamawiamy herbatę z liści koka – mate de coca i oglądamy piękne towary – głównie wyroby z wełny alpaki – czapki, rękawiczki, skarpety, poncza i sweterki dziergane przez miejscowych Indian. W Peru szydełkowaniem zajmują się też mężczyźni wraz kobietami i dziećmi. W ten sposób utrzymują się całe rodziny.

Jedziemy dalej by już po chwili znaleźć się na najwyższej przełęczy Patapampa na niebagatelnej w europejskim odczuciu wysokości – 4910 m n.p.m. To prawie drugie tyle co polskie Rysy – 2499 m.n.p.m.!

To wyżej niż Alpy!

 

To sto metrów wyżej niż Monte Bianco (Biała Góra) licząca 4810,45 m n.p.m. – najwyższy szczyt Alp i Europy, potocznie nazywany Dachem Europy. Chłód, śnieg i rozrzedzone powietrze dają nam się we znaki. Zaledwie kilka kroków niektórzy okupują zadyszką i zawrotami głowy… Papieros jednego z „uczestników w sandałach” nie chce się zapalić. Na tej wysokości nie ma żartów – na każdym kroku czyha na nas „soroche” – choroba wysokościowa. Liście koki tylko trochę łagodzą jej objawy, ale ja mam spore zapasy z Polski SublinQuard Coenzym Q10 30 mg do ssania a w podróży zawsze mam ze sobą wodę z płynnym koncentratem tlenu – OXYMAX. Moje samopoczucie jest dobre. Niektóre osoby czują zaroty głowy, inne powoli wracają do autobusu z obawy, że zaraz zemdleją.

Dookoła w niesamowitej ilości wyrastają apachety. Każdy może taką zbudować z otaczających kamieni i złożyć z niej ofiarę dla tutejszych bóstw – Pachamamy czyli Matki Ziemi. Najczęściej składa się jej w ofierze to co tutaj najcenniejsze, czyli liście koki. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcia wieżyczek apacheta ułożonych z kamieni i wsiadamy do autobusu w dalszą drogę.

 

Valle del Colca (dolina rzeki Colca)

Od tego momentu zjeżdżamy w dół do doliny rzeki Colca zwanej też Zapomnianą Doliną Inków, która mierzy 380 km. Dolina rzeki Colca znajduje się w prowincji Caylloma, około 100 km na północny-zachód od miasta Arequipa. Z podziwem oglądamy liczące ponad tysiąc lat prainkaskie tarasy uprawne. Zostały one wybudowane przez prainkaskie szczepy Collaguas oraz Cabanas. Ludy te, wyspecjalizowane w rolnictwie i kamieniarstwie, pozostawiły po sobie piękne tarasy używane do dzisiaj (wyżej – uprawa ręczna), w celu uprawy roślin oraz spichlerze w skałach. Szczepy Collaguas i Cabanas zostawiając po sobie 8000 ha tarasów wraz z systemem nawadniającym.

Ponad nimi widzimy ośnieżone białe szczyty, często ukryte w chmurach. Wyrastają ok. 3200 km ponad dno doliny, a najwyższym miejscu 4200 m powyżej poziomu rzeki. Ponad górami Kanionu Colca rozciąga się 64-kilometrowa Dolina Wulkanów, gdzie znajduje się 86 stożków wulkanicznych. Robimy jeszcze pamiątkowe zdjęcia wulkanu szczyt Nevado Mismi (5597m), z którego grzbietu rodzi się źródło potężnej rzeki Amazonki. Mijamy miasteczko Chivay (3650 m n.p.m.) i zajeżdżamy nieco w dół Doliny Colca. W górnym jego odcinku wita nas tańcem i ujmuje gościnnością Hotelu El Refugio.

 

Jesteśmy dość wysoko – ok. 3500 m n.p.m. zatem obowiązuje zasada wolnych kroków. Chętni korzystają z kąpieli w gorących źródłach, których podziemne wody ogrzewają liczne tu wulkany. Woda osiąga na wypływie 85 stopni C i zalecana jest w przypadku artretyzmu i reumatyzmu. Wielu turystów znajduje tu ukojenie. Pozostali uczestnicy wyprawy z bólem głowy idą spać.

 

El condor pasa! – królewski ptak Andów

Wczesna pobudka rano – wyruszamy na spotkanie kondora w porannym locie – królewskiego ptaka Andów.

Kondory żyją w Andach od Wenezueli po chilijską Patagonię, nie są wzięte pod ochronę, chociaż ich ilość, niestety, systematycznie maleje. Kondor andyjski (Vultur gryphus) jest największym padlinożercą Ameryki Południowej, z rozpiętością skrzydeł ponad 3 metry, wagą 12-17 kg (samce), osiągając wiek do 70 lat. Większość jednak przeżywa 20-30 lat. Te ogromne ptaki czekają aż ranne powietrze ogrzeje się wystarczająco, aby wznoszące prądy konwekcyjne mogły unieść potężne cielsko w górę wąwozu, na żer. To tylko początek Kanionu Colca – „Krzyż Kondora” o długości 20 km.

„Wrota kanionu Colca” to miejsce, gdzie rozpoczyna się Kanion Colca – miejsce najczęściej odwiedzane w całym andyjskim regionie – zwane MIRADOR de CRUZ.

Na punkcie widokowym – Cruz del Condor, gdzie ściany sięgają tu pionowo ponad 1100 m – wita nas szybujący nisko nad głowami kondor. Prezentuje swój lot, zatacza koła, raz nad głowami, a innym razem niżej – w kanionie. Dalej niespodzianka – tuż na skałach siedzą 2 kondory i pozują turystom do zdjęć – coś niezwykłego. Zaglądamy jeszcze w gardziel kanionu Colca i wyruszamy na kolejny punk widokowy – Tapay. Skąd podziwiamy kanion i okoliczne wioski.

Dno Kanionu Colca – Oasis Sangalle

Docieramy wreszcie do wioski Cabanaconde (3287 m n.p.m.) – celu naszej podróży autokarem. Dalej pójdziemy już pieszo na dno Kanion Colca. Naszym celem jest „Oaza Andów” – Oasis Sangalle (1850m n.p.m.).

 

Nisko w dole – grubo ponad 1200 m niżej – widzimy maleńką, zieloną osadę Sangalle – miejsce z którego w dniu 18 maja 1981r. polscy kajakarze rozpoczęli spływ Rio Colca. W dole rzeka Colca wygląda jak mały stumyczek. Jest ona jednak dzika i bagnista w porze deszczowej.

Po namyśle i wahaniu kilku osób, cała grupa decyduje się zejść na dno kanionu.

 

Widok na Sangalle – tylko 700 m poniżej!

Pierwsi wędrowcy docierają stromym zboczem do Sangalle (inaczej SanGaye) już w ciągu 1,45-2 godzin. I muszę dodać iż jeden z nich ma sandały!  To profesjonalista – Józek  Hojda, „Himalaista” z Krakowa.

My wciąż idziemy, idziemy, idziemy…, końca nie widać. Droga kamienna, aż buty się ślizgają. W ciągu blisko 5 godzin trudnego marszu po kamiennych schodach w dół stoku góry przybywają ostatni podróżnicy czyli my :)
Okazuje się, że profesjonalny sprzęt turystyczny w tym miejscu jest bezcenny – porządne buty trekkingowe, 2 kijki, latarka, butelka wody, peleryna przeciwdeszczowa, nakrycie głowy, kurtka, plecak i śpiwór z uwagi na skromne warunki w chatkach z klepiskiem (było czysto i cieplutko), chłodne noce i poranki.

Czasami podjeżdżają nam nogi na licznych ruchomych kamieniach – stąd kijki i ochrony kolan, ciała oraz do podpierania się w celu uzyskania równowagi, są bezcenne. W pewnej chwili z góry słychać ostrzeżenie: „uwaga lecą kamienie – przysuńcie się do skały!”

Tuż obok uczestników przeleciał potężny głaz. Jak widać, przydałby się nawet kask ochronny na głowę, ale nie wiem czy by pomógł nas uchronić, przed tak wielkim głazem, grożącym zrzuceniem uczestników w przepaść. Widzimy, że chodząc po górach trzeba być na wszystko przygotowanym. Droga przed nami jeszcze daleka i kamiennych stopni tysiące do pokonania. Podobnie, wędrujące w górę lub w dół muły zmuszały nas do zachowania ostrożności. Przytulaliśmy się do skał tak, aby na ścieżce nie stanąć z drugiej strony – tuż nad przepaścią. Mogło by to grozić niebezpiecznym zepchnięciem ze szlaku.

Oczywiście nie wszyscy mieli specjalne buty czy dodatkowy sprzęt – „ci w adidasach” też zeszli w dół i „przeżyli”. Jeszcze podczas kolacji chętni zamawiają muły na powrotną trasę w górę. Ich zadaniem jest wydostanie nas z Kanionu Colca za niewielką opłatą 80 soli (to około 80 zł).

Nad Andami zapada czarna noc, gdyż w osadzie nie ma prądu dla wszystkich, a generator produkuje prąd z baterii słonecznej tylko na chwilę – dla stołówki i kuchni.  Świtem już o godz. 5 rano część grupy wyrusza ostro w górę – ok. 1200-1450 m (są podane różne informacje o wysokości) – o własnych siłach i na swoich dwóch nogach. Jak się później okazało – mimo niskiej opłaty, wiele osób bało się wsiąść na muła. Stąd podjęły dodatkowy trud wyjścia z kaniony Colca.  Pozostali, mimo niepewności czy sobie poradzą w siodle, decydują się na dodatkową atrakcję – podróż „na czterech nogach” na grzbiecie mułów. Okazało się to trafionym pomysłem, gdyż już w ciągu 2 godzin byliśmy na na górze we wiosce Cabanaconde.

Popijając pyszną Mate de pisco w jednej z przytulnych restauracji Cabanaconde, mimo bólu nóg tańczyliśmy radośnie do muzyki płynącej z nowoczesnego TV i śpiewaliśmy znane przeboje ciesząc się, że mamy ten trekking już za sobą. kolejnie dołączali się do nas uczestnicy pieszej wycieczki. Rekord „szturmowania” kanionu Colca w dół i z powrotem pobił Józef z Zakopanego. W górę szedł tylko 2 i pół godziny. Po 5 godzinach wspinaczki, peleton zamknęła nasza przewodniczka Beata, która pozbierała wszystkich uczestników z trasy.

Nasze bagaże dźwigały muły transportowe, bo uczestnicy nie mieli już sił, aby je wnosić pod górę. Treking w dół kanionu Colca oraz do góry po prawie pionowej ścianie okazał się bardzo trudny i ciężki dla większości z nas. Jak określił nasz przewodnik Carlos Lazo – to Hard Trekking – przeznaczony dla zawodowców i raczej osób często chodzących po górach, posiadających kondycję fizyczną, sprawne kolana, zdrowe serce i silne mięśnie nóg. Duże różnice wysokości, przepaście i często długie dystanse do pokonania, wymagają zdrowia oraz odporności psychicznej z uwagi na urwiska i przepaście.

 

Chivay – stolica prowincji Callyoma

Wyruszamy autokarem do stolicy prowincji Callyoma – Chivay (3650 m n.p.m.) w której leży Kanion Colca. W języku Inków Keczua Chivay oznacza miłość – wjeżdżamy więc do miasta miłości. W oryginalnej restauracji – aż na 2 piętrze mamy obiad. Z bólem mięśni nóg, kulejąc, ostatkiem sił docieramy na górę aby zasiąść do posiłku. Po obiedzie na ryneczku czeka na nas nagroda. W Chivay kolorowe stroje mieszkańców Doliny Colca – szczególnie hafty na strojach i kapeluszach – nie mają sobie równych w całym Peru. Robimy pamiątkowe zdjęcia z dziećmi i alpakami, odwiedzamy jeszcze 5-kilometrową ulicę nazwaną Avenida Polonia (Aleja Polska) i odjazd!  Niestety nie wiedzieliśmy, że na tym samym rynku znajduje się tablica pamiątkowa a dedykowanej polskiej wyprawie Canoandes i odkryciu kanionu Colca. A było to dosłownie kilka kroków od nas…

Takie obiekty geoturystyczne jak m.in. dolina rzeki Colca – cieszą się coraz większą popularnością. Miejsca te wykazują podziw, niekiedy przerażenie, ale zawsze fascynują turystów i badaczy. Sukces takich obiektów wynika z ich walorów estetycznych, naukowych i kulturowych. Dzięki temu wzbudzają w nas emocje, entuzjazm i pozostawiają niezatarte wspomnienia. Jednym z takich niezwykłych obiektów, jest usytuowany w południowym Peru – Kanion Colca. Jest to najgłębsze miejsce na świecie – głębokość Kanionu robi niesamowite wrażenie.

Dolina Rio Colca żegna nas unikalnym widokiem śnieżnej pokrywy szczytów wulkanów. Wyruszamy w dalszą podróż do Puno nad Jeziorem Titicaca, ale o tym w kolejnym wpisie na blogu.  Dziękuje też za cenne uwagi od samego Jurka Majcherczyka, który wniósł kilka poprawek w tekst oraz do filmu. Na filmie w minucie 5:55″ (widać tarasy i rzekę) jest podpis Kanion Colca a powinno być Dolonia Colca.

P.S.

Z góry dziękuję za Twój komentarz niżej – będę wdzięczna za wzięcie udziału w dyskusji i pozostawienie tu swojego śladu. :)
Jeszcze kilka lat temu nie miałam pojęcia o istnieniu Kanionu Colca. Dziś spotykam wciąż ludzi, którzy na ten temat również nic nie wiedzą. A przecież Kanion Colca do duma narodowa Polaków.

Podziel się:
  • RSS
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Gadu-Gadu Live
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Yam
  • Google Buzz
  • Blogger.com
  • Google Bookmarks
  • Kciuk.pl
  • Pinger
  • Live
  • Tumblr
  • email
  • Drukuj